Koncepcja powieści rodzi się w umyśle autora pod wpływem różnych pomysłów, inspiracji, nabywania nowego doświadczenia i obserwacji świata. Tak również było w przypadku Oddechu Śmierci.

 

Latem 2013 r. cieszyłam się z ukończonych studiów licencjackich i jednocześnie brałam udział w rekrutacji na II stopień. Moje wakacyjne plany nie obejmowały praktyk, stażu czy szukania pracy Biurko i laptop– chciałam połowę lipca, sierpień oraz wrzesień spędzić na błogim leniuchowaniu. Jednak mój umysł nigdy nie przechodzi w stan bezczynności. Przeczytałam kilka książek, obejrzałam kilka filmów. Rozmyślałam i w głowie zaczął się rodzić pomysł na ciekawą historię, która mogłaby zostać opowiedziana w postaci interesującego kryminału.

 

14 sierpnia (taką datę wskazuje mój najstarszy plik .doc zawierający powieść) rozpoczęłam pisanie. Nie jestem artystą, który tworzy wyłącznie pod wpływem natchnienia i inspiracji. Dla mnie pisanie jest jednocześnie pasją i pracą. Ustaliłam sobie dzienny limit stron – w miesiąc chciałam mieć gotową powieść. Z poprzednią książką (nie została opublikowana) zrealizowałam taki plan. Teraz niestety przyszło mi się zmierzyć z pewnymi trudnościami.

 

roweryW trakcie mojego studenckiego życia stałam się fanem wycieczek, tripów rowerowych i generalnie aktywnego stylu życia. Pisanie książki musiałam dzielić z innymi moimi zainteresowaniami. Do tego w mojej głowie dopiero co kształtowały się postaci bohaterów oraz role, jakie mieli odegrać. Nie wiedziałam, jak potoczą się ich losy. Pomysłów przybywało i należało je usystematyzować (wiem, to słowo w ogóle nie pasuje do artysty). Prowadziłam notatki (old school: na papierze!) i tworzyłam mapy wydarzeń. Jednak koncepcja nie była gotowa.

 

Rozpoczął się rok akademicki i miałam mniej czasu na pisanie. Oczywiście zamierzałam regularnie klepać w klawiaturę, jednak jednocześnie postanowiłam zadbać o swoje doświadczenie zawodowe, aby po studiach nie zostać z dyplomem i pustym CV. Dzieliłam czas na uczelnię, książkę i poszerzanie kwalifikacji. Do stycznia 2014 radziłam sobie nieźle. Jednak sesja na jakiś czas wyłącza z życia każdego studenta.

 

Drugi semestr na uczelni i pojawiły się kolejne wyzwania – pisanie pracy magisterskiej.Praca mgr Oczywiście nie chciałam robić jednej rzeczy kosztem drugiej, więc odłożyłam pisanie książki. Ta przerwa okazała się korzystna dla fabuły powieści. Mój umysł miał czas, aby zająć się innymi zagadnieniami, problemami, kwestiami. Kiedy na wakacjach sięgnęłam po moje odręczne notatki, byłam pod wrażeniem, jaka jestem genialna (i wcale nie chcę się w tym miejscu przechwalać). Tworząc historię Natalie i Ethana pozostawiłam wiele furtek, które później mogłam wykorzystać. Kocham mój umysł i umiejętność dostrzegania związków, powiązań i łączenia pojedynczych cząstek w spójną całość. Brzmi to jak reakcja chemiczna, ale dzięki temu moje palce nie nadążały z zapisywaniem wszystkich myśli – tak ich było dużo.

 

We wrześniu 2014 r. powieść została zakończona. Cieszyłam się i byłam z siebie dumna. Realizację marzeń po raz kolejny musiałam odłożyć. Rozpoczął się mój ostatni rok na studiach magisterskich, a że jestem obowiązkową osobą i zawsze na pierwszym miejscu stawiam rzeczy ważniejsze w danym momencie, to zajęłam się nauką oraz kończeniem mojej pracy mgr.

 

Wiedziałam, że wiecznie nie mogę tkwić w samozachwycie, więc na początek poprosiłam o opinię moją siostrę. Pod koniec roku znalazła czas na przebrnięcie przez całość, zaznaczenie literówek oraz wystawienie oceny powieści. Była obiektywnym krytykiem. Ania często wytykała bezsensowność moich pomysłów, dlatego byłam pewna, że po przeczytaniu książki wyrazi swoją prawdziwą opinię. I jaki był werdykt? Wytwór mojej wyobraźni spodobał się! Przepełniła mnie radość.

 

PlażaDo wakacji 2015 r. książka w pliku doc. grzała ławkę rezerwowych na moim dysku. Czekała na kolejną recenzję, którą miał wystawić mój chłopak. Bartek dużo czyta, ale głównie są to artykuły publikowane w internecie. Nie jest fanem powieści; kręci miliony kilometrów na rowerze i to pochłania mu większość wolnego czasu. Jest też nieco oldskulowy. Powieść musiałam wydrukować. Dopiero wtedy rozpoczęło się jej czytanie. Została zabrana na urlop. Ja się opalałam i obserwowałam typowych paranowiczów (osoby zastawiające się parawanami), a Bartek pochłaniał moje dziecko. W pewnych momentach nawet nie mogłam go oderwać od czytania! Werdykt: ciekawa fabuła, niespodziewane zakończenie, nieprzewidywane zwroty akcji, interesujące postaci. Weź wydaj tę książkę!

 

No i zabrałam się za jeszcze cięższą pracę niż pisanie, czyli szukanie wydawcy. Niestety, czytelnictwo w Polsce spada, mamy dostęp do tanich książek, e-booków, darmowych czy zhakowanych pdf-ów, co w konsekwencji wpływa na słabą kondycję rynku wydawniczego. Wydawcy nie chcą podejmować dużego ryzyka i wolą zainwestować w wydanie książki zagranicznego autora, który w swoim kraju odniósł sukces, niż zdecydować się na publikację powieści debiutanta. Wiedząc to wszystko, postanowiłam spróbować – co miałam do stracenia? Może tylko czas, który musiałam poświęcić na poszukiwanie działających w Polsce wydawnictw i wysyłanie maili.

 

Od sierpnia rozpoczęłam rozsyłanie książki po wydawnictwach. I nastawiłam się na czekanie.Fudżi jeż pigmejski Dostałam dwie negatywne odpowiedzi. Dopiero w grudniu przyszedł mail z pozytywną odpowiedzą na moją propozycję wydawniczą. Jedno z wydawnictw chciało opublikować moją powieść! Czułam się wspaniale. Jednak euforia nie trwała długo. Zaproponowano mi możliwość wydania powieści w systemie współfinansowania. W mojej opinii szacunkowe koszty publikacji książki były zbyt wysokie i poczułam, że ktoś chce wykorzystać mnie, moją książkę i moje nieznane nazwisko do uzyskania całkiem pokaźnego zysku. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobić. Z jednej strony chciałam zrealizować swoje marzenie, a z drugiej czułam, że ten projekt nie przyniesie zwrotu z inwestycji (skończyłam zarządzanie, jestem osobą przedsiębiorczą i nie lubię angażować się finansowo, jeśli nie mam pewności, że koszty przedsięwzięcia zostaną zwrócone). Wpadłam jednak na inny pomysł, w jaki sposób upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

 

Dla jednego z portali pisałam artykuł na temat crowdfundingu, czyli finansowania społecznego. Na czym to polega? Rejestrujesz się na serwisie, który zajmuje się organizacją zbiórek. Tworzysz swój projekt, opisujesz go i zachęcasz ludzi, aby wpłacili pieniądze. Nie ma jednak nic za darmo – musisz się im odwdzięczyć, np. oferując darmowy egzemplarz powieści. Masz dowolność w zaplanowaniu nagród i ustaleniu stawek, za które twoi darczyńcy otrzymają Morze Bałtyckieposzczególne gifty. Proste, logiczne i efektywne pod warunkiem, że swoim projektem zainteresujesz wystarczająco dużą grupę ludzi, by zebrać potrzebne fundusze. Crowfunding czerpie z ekonomi skali – gdy 100 tys. osób da ci po złotówce, otrzymasz 100 tys. złotych. Dla każdego z nich to mały wydatek, a ty możesz zyskać wiele.

 

Założyłam profil na portalu polakpotrafi.pl i zgłosiłam swój projekt. Opisałam całe przedsięwzięcie, nakręciłam filmik, ustaliłam nagrody. Zbiórka pieniędzy rozpoczęła się 7 stycznia i zakończyła się 14 lutego. Zasady serwisu są proste: otrzymujesz zebrane pieniądze, jeśli uzyskasz sumę równą lub przekraczającą ustaloną wartość. W przypadku kiedy darowizn będzie mniej, pieniądze wracają na konta darczyńców, a organizator zbiórki nic nie dostaje. Ja już tydzień przed zakończeniem terminu wiedziałam, że nie uda mi się zebrać całej kwoty.

 

Nie byłam jednak z tego powodu załamana – stworzyłam wydarzenie na FB, dzięki któremu zainteresowałam paru znajomych wydaniem mojej książki. Posypały się słowa podziwu i wiele osób pisało do mnie z ciepłymi słowami, zachęcając do realizacji marzenia. Oprócz znajomych zainteresowało się moją powieścią Wydawnictwo Czarna Kawa. Wydawca znalazł mnie dzięki projektowi, który założyłam na portalu polakpotrafi.pl. I w ten sposób książka zostanie wydana!

książka Oddech Śmierci

Co stanie się dalej z powieścią? Czas pokaże. Ważne jest jednak to, że podjęłam wysiłek i udało mi się  osiągnęłam upragniony cel. Teraz czas na wyznaczanie nowych szczytów i ich zdobywanie!

 

Nie zgadzam się na kopiowanie treści z mojej strony. Za kradzież wartości intelektualnej Google nakłada kary ręczne na domenę.

Reklamy